Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motocyklistka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą motocyklistka. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 grudnia 2012

Jeszcze raz o czarnym macie, czyli guma w spray'u


Wczoraj czytając forum intrudera natknąłem się na jeszcze jedną metodę odwracalnej zmiany koloru motocykla. Metoda ta nazywa się PlastiDip czyli syntetyczna powłoka gumowa. Powłokę taką możemy nanieść metodą natryskową, zanurzeniową, albo nawet pędzlem (tego raczej nie polecam, no chyba że jako zabezpieczenie antykorozyjne). Poniżej filmik z prezentacją:


Jak widać na filmie metoda nie jest skomplikowana, tym bardziej, że można do malowania mniejszych powierzchni kupić PlastiDip w spray'u. Do mnie ten sposób przemawia tym bardziej, że kolor można sobie dobrać wg własnych upodobań, jest nawet guma bezbarwna, a najważniejsze, że w każdej chwili możemy wrócić do koloru oryginalnego, który pod warstwą gumy jest dobrze zabezpieczony.


poniedziałek, 17 grudnia 2012

Wybór pierwszego motocykla.


Na ten temat jest dużo w internecie napisane, ja chciałbym opisać moje doświadczenia i przemyślenia. Mogą one być wskazówką dla początkujących motocyklistów, ale nie muszą :)



W czasach kiedy ja zapadałem na chorobę zwaną motocyklizmem, ewolucja w użytkowaniu motocykli była naturalna. Człowiek uczył się jeździć na dwóch kółkach zaczynając od roweru, potem mając kilkanaście lat przychodził motorower, najpierw z biegami w kierownicy, potem taki z biegami zmienianymi nogą, a potem jakaś wsk-a, czy wfm-ka... szczytem marzeń była jawa, czy emzeta, a pojemności od niecałych 50 do 350 centymetrów sześciennych.





Tak przebiegała moja nauka jazdy na motocyklu i nabywanie doświadczenia w tej jeździe. Oprócz tego, że uczyłem się opanowywać stopniowo coraz większe maszyny, to, co jest wg mnie jeszcze ważniejsze, nabywałem doświadczenia w ruchu ulicznym, oraz zapoznawałem się z asfaltem... :) Dużo łatwiej znieść ból upadku na kilku-dziesięciokilogramowym motorowerze, którego maksymalna prędkość wynosi 40 km/h niż na dwustu-parokilogramowym motocyklu jadącym z dużo większą prędkością. Dużo łatwiej też nauczyć się pewnych odruchów, które potem "ratują dupę" na jawce mustang, niż na R6 :)



Motocykl to takie urządzenie dla, którego stanem naturalnym, kiedy się nie porusza, jest ochota do leżenia na boku. Pewnie wiedzą o tym wszyscy, ale nie do każdego to dociera. Jest takie powiedzenie, że motocykliści dzielą się na tych co leżeli, na tych co leżą i na tych co będą leżeli... Ryzyko, nawet powiedziałbym duże ryzyko upadku, jest wpisane w jazdę na motocyklu. To ryzyko zmniejsza się wraz z doświadczeniem i umiejętnościami motocyklisty, a zwiększa się wraz z jego brawurą i brakiem nabytych odruchów, czyli brakiem doświadczenia. Każdy może sobie to uświadomić na początku sezonu. Nawet jak ma się przejeżdżone kilka, czy kilkanaście sezonów, to na wiosnę po 3-4 miesięcznej przerwie, trzeba się "wjeździć". Trzeba włączyć w swojej czaszce program do jazdy na motocyklu :). A program ten jest tym lepszy i tym pewniej działa im więcej kilometrów mamy przejechane i im więcej pokonaliśmy przeciwności na drodze. Każdy, nawet najlepszy popełnia błędy, ale naprawdę dużo mniej boli błąd popełniony na komarku... Dlatego zaczynajcie od małych maszyn, nabierajcie wprawy i doświadczenia, a potem przesiadajcie się na litry.